środa, 15 czerwca 2011

Autowyszukiwanie?

Już za kilka tygodni Google zaproponuje również w polskiej wersji udogodnienie, z którego można już korzystać w kilku wersjach językowych wyszukiwarki, a które nazywa się Google Instant. Otóż gdy tylko zaczniemy wpisywać cokolwiek w okienku, wyniki zostaną podane w sposób, który określa się słowami „dynamiczne wyszukiwanie”.
Ma to wyglądać tak: Wpisujemy „zamek w Malborku”, a Google, nie czekając, aż skończymy, już podpowiada, co by też można znaleźć. Wpiszemy mu pierwsze słowo, niekoniecznie całe, i już będziemy mieć pierwsze wyszukane hasła, pewnie w rodzaju „zamek Gerda” lub podobnie, bo nie ma wątpliwości, że ten, kto da więcej, szybciej zostanie wyszukany.
Jest to rozwinięcie usługi Google Suggest, która polega na tym, że podczas wpisywania słów kluczowych wyszukiwarka podpowiada nam najbardziej prawdopodobną kontynuację wpisu.
Autouzupełnianie to było widocznie za mało, będziemy teraz mieć autoreklamowanie, choć wedle zapewnień nowy wynalazek ma skrócić czas wyszukiwania, podobno od 2 do 5 sekund.
Nie powinno być jednak źle, bo zmyślną tę opcję będzie można wyłączyć.

wtorek, 31 maja 2011

Czyja domena?

Jeśli kogoś gnębi pytanie, kto jest abonentem tej albo innej domeny internetowej, może sprawdzić to łatwo, bo te informacje są dostępne publicznie. I powinny być, bo chodzi o zapewnienie internautom należnych im praw, np. prawa własności, praw autorskich.
Narzędzie, które służy do sprawdzenia tych informacji, oraz baza danych je zawierająca nazywa się WHOIS, a można je sprawdzić w działaniu, korzystając z adresu www.whois.pl. Często będzie to tylko informacja o rejestratorze domeny, ale ten w razie potrzeby musiałby ujawnić właściciela.
Niektóre internetowe serwisy (np. http://www.ip-adress.com/whois/) umożliwiają zdobycie jeszcze większej liczby informacji, np. o lokalizacji serwera, ruchu pod tym adresem internetowym.
Tym sposobem można odsłonić przynajmniej kilka tajemnic związanych z abonentami domen. Przy okazji proszę zwrócić uwagę na to słowo, które pojawiło się już na początku tekstu. Nie można być właścicielem domeny, można ją tylko wydzierżawić.

niedziela, 15 maja 2011

Ukryj się, a pokaż się

Jednym z marzeń użytkowników Internetu jest takie ukrycie się, żeby nie być rozpoznanym przez nikogo. Wystarczy przyjrzeć się zapisom w forach internetowych, sprawdzić autorstwo blogów, a od razu widać, że ich autorzy chętnie ukrywają się za nickami.
Armii ukrywających się internautów towarzyszy armia internautów ujawniających się w sposób niekiedy przesadny. Wystarczy przyjrzeć się portalom społecznościowym, np. Naszej Klasie, Facebookowi. A najciekawsze jest to, że znaczna część internautów należy i do jednej, i do drugiej grupy.
Jest więc potrzeba podyskutowania o anonimowości internetowej.
W tej sprawie wiadomości są dwie. Pierwsza jest taka, że można śmiało harcować w Internecie bez lęku przed ujawnieniem. Należy jednak znać miarę, bo pełna, stuprocentowa anonimowość najprawdopodobniej nie jest w Sieci możliwa, i to jest wiadomość druga. Jak widzimy, obie wiadomości są zarówno dobre jak i złe, to zależy od punktu widzenia.
Mówiąc inaczej, jeśli jesteśmy anonimowi w Sieci, to przede wszystkim dlatego, że jest to zasada przydatna w komunikowaniu się. Gdyby jednak ktoś ją naruszył, zwłaszcza przekraczając prawo, nie może być pewny dnia ani godziny.
Nie chodzi tu o to, żeby straszyć. Chodzi o to, żeby informować, jak można zdobyć informacje, również o anonimowych internautach. W następnym poście będzie o tym, jak sprawdzić, kto jest właścicielem domeny.