sobota, 15 października 2011

Jak się nie dać wyszukać (2)?

Druga możliwość bycia anonimowym w Internecie polega na skorzystaniu z tzw. anonimizera*. Jest to słowo o niezbyt jasno ustalonym znaczeniu, zwłaszcza w języku polskim. W angielszczyźnie anonymizer to takie narzędzie, które pozwala internaucie zabezpieczyć się przed byciem śledzonym i wyśledzonym w Internecie. Najpowszechniej znane i dostępne są „anonimowe proxy”, a więc anonimowość oparta na łączeniu się z Internetem przez serwery pośredniczące w komunikacji.
Wszystko to wygląda groźnie, ale w praktyce można z takiej usługi korzystać dość łatwo. Trzeba tylko znaleźć adres jakiegoś serwera proxy (np. wpisując to słowo w okienku wyszukiwarki), a potem w jego okienku wpisywać adresy, z  którymi chcemy się łączyć.
Jest to rozwiązanie proste i użyteczne, choć za anonimowość zapłacimy pewnymi niewygodami, a zwłaszcza wolniejszym łączeniem się z Internetem.
=====
* Nazwa tego urządzenia to osobny problem. Jeśli zostanie omówiony, to tylko w blogu O języku polskim.

piątek, 30 września 2011

Jak się nie dać wyszukać (1)?

W blogu o szukaniu w Sieci prędzej czy później musi się pojawić odpowiedź na pytanie „A jak się ukryć w Internecie?”. Wkrótce pewnie się okaże, że jest ono ważniejsze niż wszelkie pytania na temat skutecznych poszukiwań.
Rzecz okaże się bardzo trudna, jeśli chcemy naruszyć prawo lub nawiązać bliskie związki ze światem przestępczym. Kto jednak nie ma tak skrajnych potrzeb, jest w sytuacji łatwej do opanowania.
Jeśli więc nie chcemy zostawić po sobie zbyt wiele śladów w Internecie, co należy uznać za działanie rozumne, wystarczy znać kilka zasad.
Po pierwsze, należy oszczędnie udostępniać informacje o sobie, wedle zasady „Tyle, ile trzeba”. Jeśli nie musisz podawać adresu, nie podawaj go. Jeśli nie musisz przedstawiać światu zdjęcia swojej eleganckiej willi, to go nie przedstawiaj. Ale jeśli musisz zrobić i jedno, i drugie, nie dziw się.
Drugie, trzecie i następne w następnych wpisach.

czwartek, 15 września 2011

America OnLine, czyli znowu o gigantach z minionej epoki internetowej

Nazwa America OnLine (AOL) znaczyła kiedyś sporo, ale w USA. Poza Stanami Zjednoczonymi swojej obecności nie zaznaczyła zbytnio, ale niech się nikt nie śmieje. Mam przed sobą mój ulubiony poradnik na temat Internetu z roku 1995, w którym piszą, że „Pod koniec 1993 r. America Online przedstawiła swój Internet Center [...], a pojawiający się ekran wprowadzający pozwala nawet nowicjuszom na szybki dostęp do wszystkich ważniejszych możliwości Internetu”.
AOL próbowała chyba zdobyć rynki poza USA, nawet polski, bo pamiętam, że coś ok. 1997 r. kupiłem modem z załączoną płytą, na której były udogodnienia pozwalające zostać ich klientem. W ostatnich latach istniał nawet polskojęzyczny serwis AOL (w ostatnich latach używana jest tylko ta nazwa), ale wszystko to na nic. Ameryka jest online tyle że bez America OnLine.