piątek, 31 grudnia 2010

Bing wojuje z Google’em Facebookiem

Nowy pomysł Microsoftowego Binga polega na przymierzu z Facebookiem i wykorzystaniu jego prostego pomysłu, który polega na wyróżnianiu treści za pomocą opcji „Lubię to”. Wybory dokonane za jej pomocą mają być uwzględniane przez Bing. Google postawił na hiperłącza (linki) jako podstawę do klasyfikowania wyników wyszukiwania, Bing zaś – jak widzimy – stawia na pewną odmianę linków. Ta metoda nazywa się „Liked Results”, a może okazać się skuteczna, bo o ile tworzenie linków wymaga pewnej wiedzy o tworzeniu stron internetowych, to ustanawianie powiązań typu „Lubię to” jest intuicyjne, a więc o wiele prostsze . Jak jednak będzie, dowiemy się za jakiś czas, pewnie mierzony w latach.
Na razie możemy się zastanawiać, jak będą się nazywać Bingowo-Facebookowe linki, może „lajki”?

środa, 15 grudnia 2010

Wyszukiwanie wielokrotnie wzmocnione, czyli multiwyszukiwarki

Pomysł na multiwyszukiwarkę (zwaną też metawyszukiwarką) jest prosty: Przeszukać zasoby kilku wyszukiwarek, które mają własne bazy danych, i już. Wcześniej oczywiście trzeba przygotować skrypt, który takie zadanie wykona. Z punktu widzenia użytkownika ma to sens, bo ułatwia zdobywanie informacji, zwiększa jego skuteczność i sprzyja oszczędności czasu. Na ogół działają one na stronach internetowych, choć są i takie, które wymagają instalacji w komputerze, żeby mogły zintegrować się z przeglądarką (np. polska Negative).
A skoro pomysł prosty i realizacja chyba nietrudna, multiwyszukiwarek powinno być dużo. I tu ciekawostka. Angielskich znam coś ze 20, np. wspomniane kilka dni temu HotBot i LyGO, polskich zaś znaleźć nie można. Kiedy już jedną znalazłem, okazało się, że jest na darmowym serwerze i mocno ozdobiona reklamami, co wygląda nieprofesjonalnie. Była kiedyś Emulti.pl, ale jej klapa musiała być tak wielka, że właściciel nie zadbał nawet o zachowanie domeny, która teraz poniewiera się w Internecie.
Nic to nie szkodzi, bo możemy korzystać z zagranicznych. Którą wybrać? Oprócz wymienionych godne uwagi są Metacrawler i Webcrawler. Ich wyniki wyszukiwania, przynajmniej dla języka polskiego, są bardzo zbliżone, bo korzystają z obowiązkowego zestawu Google, Yahoo!, Bing.
Teraz proszę sprawdzić, czy i jak bardzo udało się wzmocnić skuteczność wyszukiwania.

wtorek, 30 listopada 2010

Czy trzeba przeszukiwać cały Internet?

Wpisanie słowa w okienku wyszukiwania oznacza, że po naciśnięciu entera dostaniemy informacje o wszystkich stronach, na których to słowo występuje. Wpiszemy np. „podatki” i dowiemy się, że Google znalazł „Około 6,100,000 wyników”. Kto choć raz takie wyniki przeglądał, wie, że można zerknąć na góra kilkadziesiąt stron, a nawet i spośród tych najwyżej kilkanaście procent ma jakąś wartość.
Po co to komu? Nie lepiej poszukać tam, gdzie rzeczywiście może być coś ciekawego i pożytecznego? Zwykle wiemy, gdzie by się dało coś ciekawego znaleźć. O podatkach, na przykład, dużo powinno być w gazetach. No to zróbmy coś, żeby Google szukał z głową. Robimy tak: Wpisujemy słowa kluczowe, a po nich dopisujemy parametr „site:” (z dwukropkiem), i bez odstępu adres, pod którym chcemy prowadzić nasze przeszukanie.
W praktyce będzie np. tak: „podatki site:gazeta.pl”. Przeszukamy portal Gazeta.pl i wszystkie jego poddomeny. Co prawda znalezionych tekstów nadal będzie mnóstwo, ale teraz już można jakoś rozeznać się w tym nadmiarze. Rzut oka na adresy, i możemy zrobić spory krok naprzód, wpisując „podatki site:gospodarka.gazeta.pl”.
Wniosek: Nie trzeba przeszukiwać całego Internetu, trzeba szukać tam, gdzie są rzeczy warte wyszukiwania.